Wybory jako iluzja wpływu na rzeczywistość i hejt jako sport narodowy Polaków. Felieton polityczny na temat władzy.
Dzisiejszy post będzie o polityce i próbach rozgrywaniu (każdego) narodu, który nie wie, że wszyscy liderzy graja "do jednej bramki".
Kanwą do moich rozważań będą przed wszystkim wybory prezydenckie, które odbyły się w ubiegłym roku. Trochę czasu minęło, ale i tak materiał na niego zbierałam aż z poprzednich takich wyborów!
Jak widać już 5 lat nie mogę uzewnętrznić swoich przemyśleń z braku czasu i czasem okazji dorwania się do kompa, a poza tym mam jeszcze tyle tematów i zdjęć do obróbki, że nie wiem w co ręce włożyć!
Pewne przemyślenia się nie zmieniły u mnie przez te 5 lat od poprzednich wyborów głowy państwa. Inne się wykrystalizowały, bo dopiero teraz widzę, że właściwie to my jako zwykli obywatele, nie mamy najmniejszego wpływu na zarządzanie nawet naszym małym kawałkiem świata w postaci ojczyzny, a co dopiero wpływu na światowe rządy, dzięki "naszym" przedstawicielom.
Zacznijmy zatem od poprzednich wyborów prezydenckich, bo pierwsze co chciałam przedstawić, to ogromny podział w społeczeństwie i hejt ze względu na barwy "przynależnościowe".
Jako że prawie rok temu było zaprzysiężenie nowego prezydent PR Karola Nawrockiego, pozwolę sobie podsumować okres przed tym wydarzeniem, oraz odnieść się do poprzednich wyborów prezydenckich, które wygrał Andrzej Duda.
W obu przypadkach - zarówno hejt po wyborach na wybranego prezydenta oraz jego zwolenników oraz ten w trakcie kampanii prezydenckiej, był nie tylko "niesmaczny" w wypowiedziach i oskarżeniach, ale wręcz przerażający w swojej wymowie.
Zaczęło się niewinne - od prezentowania poparcia dla danego kandydata ... (niektórzy wisieli w tych samych miejscach jeszcze miesiące po wyborach 😐)
... a skończyło na hejcie i wyzwiskach gdy wygrał ten, "który nie powinien był" 😖 [Printscreeny pochodzą z ogólnodostępnych grup i postów na FB ]
[DISCLAIMER: Fragmenty postów i komentarzy prezentowane w niniejszym wpisie mają charakter przykładowy i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych, edukacyjnych i krytycznych, zgodnie z art. 29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (prawo cytatu). Prezentowane treści służą analizie zjawisk społecznych, takich jak mowa nienawiści, dezinformacja lub dyskryminacja. W miarę możliwości dane osobowe zostały zanonimizowane, a identyfikacja osób nie jest celem publikacji.]
Mój lepszy niż twój... i hejt się leje z obu stron...
Było też kilka głosów w duchu racjonalnym, by uspokoić emocje społeczne - "skoro nie wiesz na kogo głosować, to po prostu wstrzymaj się od głosu"! Niby proste- kiedy nie wiesz, co jest słuszne a co nie, to nie podejmuj decyzji.
Ale i tak twoja decyzja o niepodejmowaniu decyzji o głosowaniu jest solą w oku "patriotów", którzy uważają, że twoim obowiązkiem jest podjąć decyzje, nawet tą złą. A jak będzie "zła" dla twoich przeciwników, to znów hejt leci na ciebie i tak w koło...
Powtarzam to raz jeszcze (zob. Dlaczego NIE pójdę na Wybory i NIE zagłosuję w Referendum?)- nie będę wybierać mniejszego zła przeciw większemu; jednego cwaniaka przeciw innemu. Skoro żaden kandydat wg mnie nie reprezentuje dla mnie dobra, to dlaczego mam popierać "zło"? Skoro nie głosuję na żadnego, to nikt nie może mi zarzucić, że to przeze mnie wygrał ten czy przegrał tamten- sami ich (nie)wybraliście swoimi głosami ! Wy! Nie ja!
Skoro posłom w Sejmie wolno się wstrzymywać od głosu, gdy nie są pewni co powinni zrobić, podczas gdy procedowane są ustawy- to dlaczego nie ludziom, którzy ich wybierają? Nie mam obowiązku przyczyniać się do przejęcia rządów przez ludzi zainteresowanych własnymi korzyściami i władzą dla władzy poprzez popieranie "złotoustych", którym już nie wierzę!
Nie przekonuje mnie powiedzenie "że kogoś trzeba wybrać, by rządził". Jeśli kandydaci są tak samo źli w mojej ocenie, to trzeba ich nie dopuścić do władzy i wprowadzić do niej tych, którzy będą rządzić sprawiedliwie. Pytanie tylko gdzie ich znaleźć, bo wg mnie na pewno nie w polskim Sejmie i jego zapleczach politycznych.
Swego czasu Platon twierdził (w dziele "Państwo"), że rządzić powinni filozofowie jako ci najroztropniejsi (nie dotyczy to pewnego populisty, który był obecny w polskim sejmie tylko po to, by dopiec prezesowi, którego nie lubił!). Szkoda, że w parlamentach na świecie ich nie ma, za to na stołki wkradają się oligarchowie i marionetki wielkich graczy.
Nie rozstrzygam, kto głosował na obecnego prezydenta i dlaczego (powodów do poparcia konkretnego kandydata jest bez liku i każdy poda inny!) ale nie podoba mi się hejt na " inaczej myślących niż strona przeciwna"' wyrażający się rzekomą przewagą intelektualną tej "lepszej strony" popierającej jego kontrkandydata (czy na pewno ich wybór był bardziej racjonalny i słuszny w oparciu o dostępną im wiedzę?).
Pamiętam, że jak na 2gą kadencję wybrano A. Dudę, to niektórzy zwolennicy jego przeciwnika, chcieli pozbyć się z Polski jego wyborców ze Wschodu kraju.
Nie wiem czy wy pamiętacie, ale głośno było wtedy w necie o hejterze, który nawoływał do oddania województwa lubelskiego i podlaskiego Ukrainie, bo to już podobno nie Polska ?! Ów prawdziwy Polak wulgarnie wyrażający się o mieszkańcach województw wschodnich (gdzie Duda miał przewagę nad Trzaskowskim) miał mieć podobno 15 lat i autyzm. Tym tłumaczono nagonkę "prawdziwych Polaków" na "zdrajców z ciemnogrodu", dla których ci ze Wschodu naszego państwa "to już nie Polska", więc mieszkańcy tego regionu głosują na szkodę polskiego kraju.
Moi szanowni czytelnicy (o ile tu jacyś są oprócz mnie!). Jeśli będziemy się licytować o to, kto jest prawdziwym Polakiem czy patriotą, a kto "powinien spier... z ojczyzny, bo jego ziemie powinny należeć do obcego państwa", to się nie zdziwcie jeśli wyjdzie na to, że to nie tylko "ciemny" Wschód powinien się ewakuować z kraju. Możemy się licytować w nieskończoność przywołując zmieniające się granice Rzeczypospolitej przez wieki!
Ziemie wschodnie czyli Lubelszczyzna z której pochodzę, od wieków należały do państwa polskiego i pozostawały w jego obrębie pomimo zmieniających się granic. Wg podręcznika do historii (przynajmniej oficjalnego szkolnego oraz atlasów historycznych) te tereny były polskie już za czasów Mieszka I, w odróżnieniu od naszej zachodniej granicy, która włączała i wyłączała tereny dawnych Prus do Polski, w zależności od zawirowań historycznych.
Dla tych z zachodu kraju co uważają się za "prawdziwych polaków" wrzucam ilustracje granic Polski od czasów powstania państwa Mieszka I, po czasy obecne (sorry ale nie pamietam redakcji Atlasu Historycznego- najpewniej wydany po 2000 r. w dobie istnienia gimnazjów).
Jak widać jeśli ktoś ma tu większe prawo do uważania się za prawdziwego Polaka, to bynajmniej nie owi krzykacze spod niemieckiej granicy, którym się wydaje że są lepsi od innych, bo ich województwa są bogatsze a oni sami są Europejczykami bliższymi Niemcom i Francuzom, w odróżnieniu od "chamów ze wschodniej, niemal ukraińskiej wsi". To tak na marginesie, bo wiem, że po każdych wyborach, kiedy wschód głosuje w większości na prawicę, a zachód na lewicę, hejt wylewa się głównie na wschodnią stronę Rzeczypospolitej.
Każdy ma prawo popierać kogo chce (nawet dyktatora) - chyba na tym polega "wasza" demokracja? Krytykując w tak wulgarny sposób wyborców przeciwników waszego kandydata politycznego, sami jej zaprzeczacie. To tak jak z Konstytucją- wszyscy się na nią powołują gdy chcą zrealizować interes swojej grupy społecznej a interpretują dwojako, gdy jej zapisy są dla nich niewygodne.
Nie licytujmy się kto lepiej czy gorzej wybrał, bo de facto wszyscy głosowaliśmy na ZŁO (choć nieświadomie, bo zostało ukryte pod maską dobra; innego dla każdego z nas)! Wszyscy za to głosowaliśmy na zło, ale mniejsze niż ci inni. Wszyscy mieliśmy zawsze tylko wybór między jedną wszechwładzą a drugą, pod płaszczykiem demokracji.
Pamiętajcie, że ludzie ZAWSZE głosują za tymi, którzy obiecują im korzyści. Nieważne czy dany kandydat jest dobrym człowiekiem sam w sobie- ważne, że jest "dobry dla mnie", bo obiecuje mi korzyść ze swojego wyboru, którą chciał(a)bym od niego dostać!
To jest właśnie iluzja- "ten, którego ja wybiorę musi być lepszy od innego", bo obiecuje, że dokona tego czego ja chcę! On reprezentuje moje wartości i mój światopogląd, a ja jestem "świadomym wyborcą" i wiem, że on jest najlepszy!
Tą iluzją żyjemy podczas każdych wyborów.
Ale wiecie, że każdy obywatel poddany propagandzie medialnych podziałów tak myśli?!
Wiadomo, że każdy chętny by przejąć władzę, obieca swoim wyborcom wszystko na co liczą, żeby tylko dostać się na stołek, a czy zrealizuje dane im obietnice, nie jest pewne. Zwykle nie wszystko udaje się zrealizować, i to dlatego że jest to po prostu niemożliwe już z trakcie składania obietnic (ale ludzie i tak chcą w nie wierzyć!).
Rozważając sytuację na naszym prezydenckim podwórku, odniosę się do minionych wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.
Tam ludność wybrała na drugą kadencję kandydata, który dopiero teraz pokazuje swoje prawdziwe niebezpieczne oblicze. Wyborcy zaufali mu już w pierwszej kadencji, bo miał podnieść stopę życia obywateli, i wybrali ponownie po 5cioletniej przerwie, pod rządami innego przywódcy, który najwidoczniej większość zawiódł. Znów zaufali krezusowi, że przywróci bogactwo w podzielonym gospodarczo kraju, by Ameryka "powstała z kolan" i była największym imperium ówczesnego świata (ach ten kompleks niższości u każdego z dyktatorów 😑). Miał on zapobiec nielegalnej migracji i postępującej biedzie oraz zakończyć światowe konflikty w kilka dni (jak ten miedzy Rosją a Ukrainą). Co wyszło po wyborach?
Nie zakończył konfliktów, które obiecał zażegnać, a za to rozpoczął nowe i wciągnął Amerykę w wojnę pod sztandarem walki z reżimem islamskim (który to już raz w minionym 30leciu?). Wojnę wywołaną przez inny reżim, o rysach faszystowskich, pod butem którego on sam siedzi, umoczony w związku z aferą z akta Epsteina. Zaostrzył prawo migracyjne do tego stopnia, że wybudowano centra izolacyjne dla migrantów, których on i podległe mu służby ICE uznały za "niebezpiecznych". Jak wiadomo definicja zmienna jest w zależności od tego, kto nam zalazł za skórę.
Centra w których dochodzi do łamania praw człowieka; gdzie dzieci oddzielone od rodziców staja się m.in ofiarami wykorzystywania sek.sualnego. Gdzie rodziny są rozdzielane i przymusowo deportowane oraz zdarzają się przykłady zgonów bynajmniej nie z przyczyn naturalnych (o czym informują niezależni dziennikarze i fundacje broniące praw człowieka).
Ludzie na niego głosowali, nie dlatego że są tak samo zdeprawowani i narcystyczni jak ów polityk (bynajmniej nie wszyscy), któremu zarzuca się udział w imprezach o charakterze pedo na wyspie Epsteina, tylko dlatego, że dali się nabrać na polityczne obietnice wyciągnięcia ich z ubóstwa i zapewnienia bezpieczeństwa.
Miał "uzdrowić Amerykę" poprzez deportowanie nielegalnych imigrantów zabierających prawdziwym Amerykanom pracę i szerzących przestępczość na ulicach , przywrócić świetność gospodarczą poprzez cła na towary z innych krajów i powrót do energetyki opartej na kopalnych źródłach energii czyli ropie i węglu (lobby paliwowe pewnie się ucieszyło, że może eksploatować nowe tereny np. należące do rdzennej ludności 😒)
Jeszcze gorzej z "niechcianymi przeciwnikami swojej narodowej wizji" postępuje jego przyjaciel w interesach, pieszczotliwe zwany Bibi, który nie waha się przed lud.obójstwem w imię realizacji Wielkiego Państwa, które ma powstać na ziemiach obiecanych jego ludowi (3000 lat temu przez Boga jednej z największych światowych religii). Jednakże aby owo państwo mogło rozciągać się na wskazanym terenie obecnie innych krajów, trzeba gdzieś "ulokować" ludzi zamieszkujących te ziemie od wieków.
Niestety w przeciwieństwie do swojego pomarańczowego przyjaciela, ów demokratycznie wybrany przywódca "ze zmienionym na stare nazwiskiem" nie waha się nie tylko przed przesiedleniem miejscowej palestyńskiej ludności jak najdalej od "swoich prawowitych ziem", ale również przed wydaniem rozkazu o ex.ter.minacji całego narodu pod przykrywką walki z terro.ryzmem. Ciekawe, że żołnierze "najbardziej moralnej armii świata" (jak sam ją określił) boją się małych obcych dzieci na tyle, że muszą do nich strzelać, gdy te stoją w kolejce po ograniczoną żywność, która jest minimalnie racjonowana z powodu blokady transportów z pomocą humanitarną.😑
Skąd my znamy taki schemat walki o swoje interesy wszystkimi dostępnymi środkami? Zaraz, zaraz... Czyż na początku lat 30tych XX w. w Europie nie było podobnie? Tam też działał taki przywódca, który miał poparcie niemal całego narodu dla swoich idei i szybko zaczął z niego korzystać, by zrealizować swoją propagandową wizję świata i rządzenia nim. On też w swoim niemaniu postępował dobrze dla swojego narodu (eliminując umyślnie te, które stały na drodze wybranym).
Historia niestety lubi się powtarzać i to w rożnym czasie i rożnych krajach. I tych dyktatorskich i tych demokratycznych. Wystarczy, że ludzie uwierzą w jakaś chorą wizję autokraty i już nic nie jest wstanie go powstrzymać przed jej realizacją.
Utopia zwykle zaczyna się od wzniosłych dla narodu idei, kończąc na całkowitej kontroli i poprawności tylko jednego sposobu myślenia.
I czy chcemy czy nie, to wszyscy mamy taka utopijną wizję, którą jak nam się wydaje, zrealizuje ten, na którego zagłosujemy w wyborach.
Zastanówcie się czy wy zakreślając krzyżyk przy wybranym kandydacie, nie robicie tego samego - wierzycie, że pod jego skrzydłami będzie wam się żyło lepiej?
Opowiem wam o swoich głosowaniach żeby unaocznić mechanizm wiary w zakamuflowany wybór pod płaszczykiem dobra.
Moje pierwsze wybory prezydenckie to głosowanie między L. Kaczyńskim a D. Tuskiem w 2005.
Kolejne wybory głowy państwa, w których brałam udział obyły odbyły się w 2015 r.
Historia moich wyborów parlamentarnych i do parlamentu UE wyglądała podobnie- z kim miałam po drodze w sferze przekonań, na tego głosowałam. Zaznaczę jednak, że zawsze na mniejsze partie, w których pokładałam nadzieję na zmianę w sejmie. Za "startych dziadków" nigdy nie żyło mi się lepiej - czy to rządzili ci z lewa, czy z prawa, czy dawali środki socjalne (na które nigdy się nie łapałam) czy ustawy światopoglądowe zgodne z moimi przekonaniami.
Niestety jak to w polityce bywa - te mniejsze ugrupowania, które miały być zmianą nie miały siły przebicia i w rezultacie jak nie zostały wchłonięte przez te większe na drodze przejścia członków, to w ogóle znikały z parlamentu, bo nie miały co liczyć na ponowny wybór, poróżnione wewnętrznie lub w obliczu afer. Możecie poczytać o tym więcej w przytoczonym już u góry poście.
Jeśli przez całe dziesięciolecia ci sami rządzący wymieniają się tylko stołkami w parlamencie (raz w koalicji, raz w opozycji), to czy nie najwyższy czas na zmianę, skoro ciągle się na nich zawodzimy? Dlaczego ludzie wybierają od kilku kadencji te samych spolaryzowane obozy rządzące, które dzielą naród na 2 części, zamiast połączyć ich we wspólnotę?
Każde z ugrupowań rządzi "dla swoich" (co widać po aferach) a nie dla ogółu, dlatego jest taka roszada co kilka kadencji! Raz na prawo (dla tradycjonalistów), raz na lewo (dla liberałów). A gdzie w tym jesteśmy my jako całość? Jako jeden naród o wspólnych korzeniach i historii?
Skaczemy sobie do gardeł broniąc tych, którzy opluwają się medialnie a pod stołem podają sobie ręce (lub bawią wspólnie na imprezie u znajomego dziennikarza w 2021 r.).
Ironicznie tu się wypowiem, że w dobie dzisiejszych światowych rewelacji, gdy na jaw wyszły akta Epsteina i świat się dowiedział, że rządzą nim kliki najbogatszych i najbardziej zdeprawowanych ludzi o rysach psychopatycznych, wybór między tradycją a nowoczesnością czy też między lewicą a prawicą, to tylko kamuflaż i iluzja wolności. Ten medialny spektakl przypomina mi obrazek z sali sądowej gdzie "jeden złodziej krzyczy, że ten drugi kradnie".
Jeśli afera Epsteina i powiązania najbardziej wpływowych ludzi na świecie, w tym polityków, z technokratami i celebrytami poddającymi się mrocznym obrzędom, w celu utrzymania władzy i luksusu, nie sprawiła, że przejrzeliście na oczy, to nie ma dla nas jako ludzkości już nadziei na przebudzenie i uświadomienie sobie, że światem tak naprawdę rządzą pedo-sata.nistyczne elity, których nie obchodzą nasze wybory, bo oni tworzą jedno zamknięte środowisko, w którym wszyscy od lewa do prawa grają do jednej bramki. Nie mam wątpliwości, że to nie dzieje się tylko za oceanem. Wszędzie są ludzie żądni jedynie władzy i kontroli nad innymi, którzy pociągają za sznurki i maja haki na tych, którym wydają polecenia.
Ludzie ciągle dają się nabrać złudzeni korzyściami, bo mylnie wierzą, że mają wpływ na politykę, która od wieków jest skupiona w rękach "wybranych" - kiedyś królów z woli bożej, teraz polityków z woli tych, którzy stoją ponad wszelką polityczną władzą na świecie- (wg oficjalnej narracji "shadow gover..." to tylko teoria spiskowa, jak niegdyś składanie ludzi w ofiarach mrocznym siłom w celu zapewnienia sobie władzy i bogactwa 😒)
Ostatnio powtarzam jak mantrę, że do polityki idą tylko 3 rodzaje ludzi:
- psychopatyczni dyktatorzy ogarnięci rządzą władzy, którzy nie cofną się przed żadnym złem, by realizować swoje utopijne wizje (ci zostają zwykle przywódcami największych organizacji i mocarstw)
- karierowicze, którzy chcą zdobyć majątek i szacunek społeczny oraz wpływy w "elicie", a których poglądy zależą od korzyści wizerunkowych i zasobności portfela przedstawicieli lobby (ci ciągle obiecują, że jak wygrają, to wreszcie zrobią "dobrze" po raz n-ty dla społeczeństwa i nie dotrzymują słowa)
- społecznicy-marzyciel, którzy jeszcze wierzą, że jakakolwiek zmiana na lepsze jest możliwa i można ją zrealizować przy poparciu już posiadających władzę (ci zwykle niestety źle kończą np. ginąc w dziwnych wypadkach lub po odwiedzeniu przez seryjnego samo.bójcę)
Ja już przestałam wierzyć w iluzję wyboru, choć moje poglądy ewoluowały w stronę balansu 50/50 między prawem a lewem (wcześniej raczej 70% po stronie lewej- może podobnie jak u niedoszłej prezydentki?). Nigdy się nie spodziewałam, że będę się zgadzać z częścią stwierdzeń przeciwnego "skrzydła" politycznego, którego wystąpienia traktowałam jak odchyły od "poprawnej" rzeczywistości. I choć wyrażenie "nigdy nie mów nigdy" bynajmniej nie dotyczy teraz mojego zwrotu w stronę skrajnej prawicy, to jednak nie zagłosuję już na żadnego polityka, którego znam jedynie z wystąpień publicznych, z jakimi mogę teraz się utożsamiać. Nie zagłosuję na populizm. Nie oddam głosu na człowieka na którym nie można rzeczywiście polegać w sprawach oddolnych. A jeśli takiego nigdzie nie będzie, to nie zagłosuje na nikogo. Mam prawo nie wybierać zła w świecie nim przesiąkniętym.
Nadal uważam, że jako społeczeństwo ponieśliśmy porażkę nie tylko w duchu demokracji (nadal głosujemy za "mniejszym złem" i "przeciwko temu drugiemu, by nie rządził"), ale również jako naród mający wspólne korzenie (podział na 2 wrogie sobie obozy w imię sympatii politycznych). Nadal myślimy, że jest jakaś polaryzacja między rządzącymi, nie uświadamiając sobie, że oni wszyscy robią teatr, w którym są aktorami, a to my jesteśmy publiką, która dzieli się na tych którym się sztuka podobała i tych, którzy jej nie polubili, więc oczekują nowej.
Zmieniają się tylko aktorzy na scenie teatralnej. Historia zostaje ta sama, a nieświadomy widz myśli, że sztuka została"poprawiona", bo zmienił się reżyser! Prawdziwym reżyserem tego przedstawienia jest ktoś inny, kogo nawet nie widać zza kurtyny.
Dają nam tylko iluzję wyboru, bo takowego nigdy nie było.
















Brak komentarzy: